FANDOM


A6

Ekokosmetyki szturmem podbijają świat urody. Miliony kobiet odstawiają kremy syntetyczne i smarują twarze w zgodzie z naturą. Jednak nie zawsze naturalne oznacza lepsze.

Na przykład kremy do opalania. Naturalnymi filtrami przeciwsłonecznymi są w tych preparatach: tlenek cynku, dwutlenek tytanu, masło karite (shea butter) czy olej jojoba. Wymienione tłuszcze (masło karate, olej jojoba) dają filtr UV z faktorem około 4. Taki współczynnik ochrony mają „przyspieszacze opalania”, a nie preparaty, które mają chronić naszą skórę przed słońcem! Pamiętajmy, że rekomendowana przez dermatologów wysokość filtra SPF to co najmniej 30. Z kolei siła chroniąca pochodząca z filtrów mineralnych (tlenek cynku, dwutlenek tytanu) zależy od ich ilości w kosmetyku: około dziesięć procent zawartości minerałów daje filtr z faktorem 10. Problem jednak w tym, że im więcej minerałów, które mają postać białego proszku, tym konsystencja kremu bardziej przypomina gęstą, twardą pastę i pokrywa skórę białą warstwą. W sklepach można spotkać całkowicie naturalne sztyfty przeciwsłoneczne z filtrem z faktorem 30, ale nie nadają się one do smarowania całego ciała. Poza tym filtr z takim faktorem może okazać się zbyt słaby dla osób z bardzo jasną karnacją lub dla dzieci. Trzeba korzystać z filtrów chemicznych. Niestety.

Preparaty „bio” przegrywają też walkę z objawami starzenia się skóry. Kosmetyki opracowane w laboratoriach szybciej działają na skórę i przynoszą lepsze efekty. Dodaje się do nich związki syntetyczne o określonym działaniu, jak na przykład ujędrniającym czy napinającym.

Mylny może też okazać się pogląd, że kosmetyki ekologiczne, zawierające wyłącznie naturalne składniki nie uczulają skóry. Niestety, zdarza się że aktywne substancje w biokosmetykach działają na tyle mocno, by podrażnić skórę. Preparaty zawierają często składniki, na które alergicy powinni szczególnie uważać. Są to miedzy innymi rozmaryn, mięta, miód i propolis. Olejki eteryczne mogą wywołać odczyny uczuleniowe. Dzieje się tak w przypadku olejków z rozmarynu, mięty i rumianku. Olejek z bergamotki czy cytryny z kolei uwrażliwia skórę na przebarwienia. Jednak, jak twierdzą specjaliści, ryzyko uczuleń w przypadku kosmetyków naturalnych jest małe. Wszystko zależy od indywidualnych uwarunkowań organizmu.

Trzeba też wziąć pod uwagę to, że kosmetyki naturalne często produkowane są przez małe firmy, które nie zawsze mają fundusze na specjalistyczne badania naukowe, w przeciwieństwie do dużych koncernów. Dlatego warto sprawdzić wiarygodność producenta i lepiej nie kupować produktów zupełnie nieznanych, z niewiadomego źródła pochodzenia.

Jeśli zaczynasz swoją przygodę z biokosmetykami, przygotuj się też, że będą one różnić się od konwencjonalnych. Posiadają na ogół intensywny, czasem słodki lub gorzkawy zapach. To zasługa olejków eterycznych. Nie dziw się, że naturalne mydła pienią się inaczej, niż te tradycyjne, a właściwie nie pienią się wcale. Kupując organiczny dezodorant weź od razu pod uwagę, że nie powstrzyma on twojej skóry od pocenia się, zapobiegnie jednak nieprzyjemnemu zapachowi. Przy każdym zakupie sprawdzaj datę ważności! Ponieważ produkty organiczne nie zawierają syntetycznych konserwantów, tylko naturalne, słabiej działające, mogą szybciej tracić świeżość.

Tak więc, jeśli tylko możesz, ciesz się biokosmetykami, kiedy musisz – sięgaj po konwencjonalne.